Coral
- Pracowałaś już kiedyś w klubie nocnym? – zapytałem długonogiej blondynki, która była wyższa ode mnie o dziesięć centymetrów, a miała za chłopaka karła (może nie dosłownie, ale chłopak, który ją tu przywiózł, na pewno nie miał metra sześćdziesięciu). Eliza, jak nazywała się nowa zrekrutowana, miała zielone oczy i ubrała się w miniówkę o tym samym odcieniu zielonego.
- Oczywiście – prychnęła, przewracając oczami i zarzucając włosy do tyłu. Wiedziałem już, że jej nie polubię, była to wina tego, jak się wypowiadała z wyższością oraz wina tych małych detali, jakimi były jej nonszalanckie ruchy.
- Świetnie – mówiłem dalej w sposób miły, a na mojej twarzy gościł lekki uśmiech. – W takim razie to tyle z mojej strony – pozwoliłem sobie ją poklepać po ramieniu, na co ta lekko się odsunęła i zmierzyła mnie ostrym spojrzeniem. Z czystej chęci zagrania jej na nerwach, dodałem coś jeszcze.
- Tak się cieszę, że mamy nową tancerkę! – powiedziałem radośnie, po czym ją przytuliłem. Dziewczyna zaczęła się wyrywać, ale gdy się okazało, ze byłem od niej silniejszy, przeszła do wyzwisk. Zaśmiałem się, gdy ją puściłem i dostałem po głowię pięścią. Nie była zbyt silna. – Już widzę jak dobrze ci idzie z nachalnymi klientami, z których można, jeśli się umie, wyciskać kasę – powiedziałem na odchodzę, dając jej do zrozumienia, że jeśli nie schowa tej swojej dumy, za dużo nie zarobi. Może dlatego wyrzucili ją z poprzedniego klubu?
Wróciłem do budynku. Dzisiaj zrobiłem sobie wolne, co oznaczało, że po wykonaniu ośmiu tańców, nie zamierzałem się bawić dalej. Darowałem sobie podrywanie ludzi, ponieważ szefowa stwierdziła, że powinienem zapoznać nowe tancerki z tym miejscem. Ostatnio odeszły od nas trzy dziewczyny, jedna z nich złamała nogę, druga zaszła w ciąże, a trzecia znalazła chłopaka, któremu nie podobała się profesja ukochanej. W takim wypadku do drzwi szefowej wchodziły kolejne kandydatki i gdy mój obchód z Panią Elizą się skończył, wróciłem do szefowej. Bardziej zaintrygowany telefonem niż tym, co się działo wokół, wszedłem do pokoju, zapominając o pukaniu w drzwi. Nawet nie zauważyłem, kiedy ktoś wyrósł przede mną jak spod ziemi i uderzył w mój telefon. Spojrzałem na białowłosą dziewczynę, która była mojego wzrostu. Obserwowałem ją i szefową podczas ich intrygującej rozmowy. Zastanawiając się, kto w tej rundzie wygra, nie przejąłem się tym, że stanowiłem pewnego rodzaju przeszkodę dla nieznanej, która w odwecie trąciła mnie barkiem na wyjście. Spojrzałem za nią, nie wyglądała na szczególnie zadowoloną, tak samo jak szefowa.
- Nowa kandydatka? – zapytałem. Starsza kobieta posłała mi zarazem zmęczony i zdenerwowany wzrok, po czym skinęła głową. – Nie najbrzydsza, ale? – pozwoliłem sobie usiąść na krześle.
- Ale sztywna, słaba, niepewna i pełna blizn – wymieniła szefowa. Wzruszyłem ramionami.
- Blizny raczej nie są problemem, mamy masę prześwitujących kostiumów, które odkryją dużo i zakryją wszystko, a światło jeszcze pomoże – stwierdziłem. – A z tym tańcem… no cóż, może musi się rozkręcić – kobieta spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Chyba chcesz, żeby tu pracowała – uśmiechnąłem się.
- Nie chce pracować z Elizą i wiem, że zaraz każdy tak powie. Wiem również, że do niczego innego się nie nadaje, prócz kręcenia tyłkiem przy rurze. Może warto wypróbować tą nową? – szefowa spojrzała na mnie, a następnie na wyświetlacz komputera. W jej szkłach kontaktowych zobaczyłem, że przeglądała maila.
~ * ~
Ubierając się po ostatnim występie, usłyszałem brzęczenie mojego telefonu. Naciągając koszulkę, zerknąłem na wyświetlacz. Odebrałem telefon od Svitaja, którego znałem z pracy.
- No cześć, co tam?
- Jesteś wolny?
- W sumie to tak, ubieram się i wychodzę z klubu – mówiąc to ubierałem buty, więc trzymałem telefon między barkiem, a uchem.
- Zatańczysz za mnie? Matka strasznie chce, abym poznał jej nowego faceta, więc muszę lecieć na pociąg, a wcześniej zgodziłem się zamienić z Eriką kolejnością, więc się nie wyrabiam krótko mówiąc – skończyłem sznurować drugiego buta. Wyprostowałem się, opierając plecy o krzesło.
- Ale dostanę za to kasę? – Svitaj szybko mi przytaknął, więc się zgodziłem. Zabrawszy swoje rzeczy, wyszedłem z klubu, pożegnałem się z Panią Elizą i wsiadłem w autobus, aby dotrzeć do klubu oddalonego o jakieś cztery kilometry.
Na miejscu nie zastałem już Svitaja. Od Eriki dowiedziałem się, że zaraz po telefonie wyszedł. Ruszyłem więc za nią. Dziewczyna pokazała mi jego przebieralnie, w której był przygotowany tygrysi strój.
- A nie mogę zwykłego nałożyć? – zapytałem, ale ona pokręciła głową.
- Dzisiaj zakładasz to na życzenie. Ktoś ma urodziny, więc się postaraj – wyszła z pokoju, a ja przetarłem twarz rękoma. O tym detalu mi nie wspomniał, wiedziałem więc, że policzę za ten numer podwójnie.
Wcisnąłem się w kostium tygrysa, po czym wyszedłem z pomieszczenia. Za dziesięć minut miałem wejść na podest, a w tym czasie chciałem się rozejrzeć po tym miejscu. Pracowałem tu jakiś czas temu i odkąd zmieniłem klub dla większej stawki, nic się tutaj nie zmieniło. Spotkałem nawet te same osoby. Przechadzając się po krótkim korytarzyku, wpadłem na nieznaną mi białowłosą kobietę.
- Znowu ty? – usłyszałem z jej ust. Najwidoczniej dalej czuła do mnie niesmak po ostatnim spotkaniu, albo kojarzyła mnie z tym uczuciem.
- Znowu ty? – spapugowałem ją, na co ta tylko zmarszczyła brwi. – Oj tam, nie rób min, bo jak będziesz tańczyć, to będziesz je robiła mimochodem – stwierdziłem, pozwalając sobie klepnąć ją lekko po policzku. – Dostałaś tu pracę? – zapytałem. Dziewczyna chwyciła mnie za nadgarstek i odsunęła moją dłoń od siebie.
- Nie wiem. Wracam z rozmowy – mówiąc to, zeskanowała mnie wzrokiem. – A ty pracujesz w dwóch klubach? – zapytała, na co skinąłem głową.
- Czasami nawet w kilku, jak potrzebują. Dzisiaj jestem tu na przysłudze, która mnie właśnie wzywa – ominąłem ją, wiedząc, że zaraz rozpocznie się moje show. – I się nie martw, Bunia, znaczy nasza szefowa – szybko się poprawiłem – zatrudni cię. Nie mają tancerek – przyznałem, po czym pomachałem jej na odchodne i ruszyłem do przygotowanego specjalnie dla mnie podestu.