Thylane
Jakże dawno nie był w tymże mieście, będące poza obrębem ich knowań i mocy urzędowej z cienia. Miał pewny niedosyt, jednak wiele nic nie mógł wskórać w tym temacie. Cieszył się jednak z pewnych doświadczeń i zagrywek, do jakich przymusił swoją szefową. Jakże wywiódł ją na nieznane wody, poddając jej psychikę potrójnej pracy na obrotach i walki ze swoimi słabościami.W przyszłości miało się to jej przysłużyć tylko na dobre, nigdy nie chciał jej krzywd. Na jego spojrzenie, już zbytnio przeżyła, nie dając sobie pomóc opanować swój wewnętrzny mrok wychodzący poza kontrolę. A widział, jaką wręcz bombą była. W każdej złej chwili mogła wybuchnąć, gdy traciła nieoczekiwanie kontrolę przez nieścisłości. Dlatego znalazł na kapitanów najbardziej idealne jednostki, mogące z cienie idealnie panować nad niezliczoną ilością osób w ich gangu.
Zapomniał już ile czasu zeszło, gdy stal na krawędzi dachu wysokiego budynku, pozwalając, aby wiatr łomotał po jego płaszczu i kapturze. Nie wybiło to jednak go z zadumy i pamięci całej operacji, stał na straży ważnej akcji, gdzie chodziło o czyjeś życie. Nie to było najistotniejsze, a dawno nie działał osobiście w takich akcjach. Czuł dreszczyk podniecenia, pragnąc podświadomie, aby jednak coś się stało krwawego. Oczywiście nie dla jego ludzi, tutejsza dwójka była swego rodzaju prototypem. Próbował złamać wszelkie kreacje i nieścisłości natury, jakich nie można było przekraczać. Wręcz dosadnie igrał ze śmiercią, chcąc odkryć jej zagadki.
Zegar wieży kościoła wybijał kolejną godzinę, już dawno mieli zniknąć z zakładnikami Ruchu Oporu. Przyklęknął na krawędzi, obserwując rozstawienia każdych z ludzi, nie tylko mu znanych. Coś było nie tak. Nigdy nie mieli problemów z wzajemną współpracą, tak mówił przynajmniej Olivio. Wziął tą sprawę z ciekawości i dużej dawki bonusów, jakie mieli zgarnąć po efektownym dostarczeniu przesyłek na dane punkty odbioru w całym państwie.
- Hm… - zmrużył oczy, używając swoich umiejętności wzrokowych. Dojrzał harmider na granicy terytorium swojej lalki. Nieoczekiwanie podniósł swoją dłoń, gdzie poczuł przeszywający ból. Jedna z jego lalek bojowych boleśnie oberwała. Oblizał krew spływającą z pieczęci powiązania z danym demonem uwięzionym w ciele. Ah, jaka wspaniała.
Nawiązał więź i postrzeganie oczami naruszonej marionetki, leciutko się dziwiąc. Atakująca postać może nie była dość silna pod względem mocy, jednak walczyła idealnie. Szybko wyprowadza ataki, chroniąc się dzięki niesamowitej gibkości. Hm… Segera uśmiechnął się psychopatycznie, oblizując wargi. Schował dłonie w kieszenie płaszcza, zaskakując w odmęty ciemności. Uwielbiał łoskot wiatru przy upadku, satysfakcjonujący sposób na śmierć, niestety nie w jego przypadku i nałożonej na jego duszę klątwy. Wylądował na ugiętych nogach tuż za walczącymi postaciami, wzdychając cicho.
- Witam, witam… I o śmierć dla was pytam… - wyszczerzył się jak jakiś Reksio na szynkę, wstając do pionu. Szepnął słowa w starym dialekcie, wyciągając dłoń przez swoje ciało. Jego marionetka od razu upadła na ziemię, zaś błyszcząca na czerwono dusza demona uleciała prosto w jego objęcia. Zacisnął dłoń w pięść, prawie zgniatając duszę. A raczej wdychając ją do siebie, zyskując na nowo część swoich oddanych mocy. Ah, jakże to wspaniałe uczucie na nowo powróciło.
Zamaskowana postać zrobiła wielkie oczy na jego działania, znienacka znikając w odmętach ciemności. Westchnął kolejny raz, ukazując swoją irytację, wyciągając telefon. Na szybko nakreślił wiadomość o jak najszybszym odbiorze ludzi.
- Co… - zdziwiony spoglądał jakby w spowolnionym tempie, jak jego telefon upadł na ziemię. Sam o mało nie wylądował na kolanach zniewagi, gdy potężny cios zaskoczył go od tyłu. Oberwał solidnie po karku, jednak za pomocą nadmiaru mocy pochłoniętych dusz, zniknął. Spojrzał na dziwną jednostkę z góry, śmiejąc się kpiąco, kopiąc w pokrywę metalowego kosza przemysłowego. - Pierdolony Ruch Oporu! Swoich nie poznajesz!
- Mój instynkt mówił co innego, gdy zauważyłem upadek jednego z pilnujących od Jacklas ludzi.
- Naprawdę godna pożałowania ta intuicja…
- Gdzie wasi ludzie, którzy mają transportować każdą z jednostek oddzielnie?!
- Napotkaliśmy problemy, jednak trójka istot do transportu już magicznie zniknęła… - zakpił, odczytując powodzenie misji. Został tylko jeden mały szczegół, dosadnie mały… - Nie wydaliśmy wam wszystkich kwestii, musieliśmy zrobić to po naszych zasadach dystryktu.
- Drugi boss…
- My nie kierujemy się podobnymi zasadami, jak pierwszy boss stolicy państwa, wiesz? Został jeden szczegół, trzeba znaleźć przestraszonego dzieciaka…
I zniknął szopowi tak samo szybko, jak się pojawił. Większa część planu nie poszła po jego myśli, chciał tylko pokazać jaki jest boski w przewodzeniu. Jednak czara goryczy się przelała, złożone plany wymyślone przez jego szefową udawały się tylko, gdy ona sama była gdzieś niedaleko, bądź sama przewodziła nimi na szeroko zakrojoną skalę. Cholera!
- … Zbyt długo milczysz, od dziesięciu minut powinnam siedzieć w samochodzie. - powiedziała poważnym tonem, gdy nareszcie krwawy niegdyś morderca zdołał odebrać.
- Szefie. - powiedział poważny, próbując ukryć zadyszkę po poszukiwaniach. - Podwinęła się noga Ruchowi Oporu niestety, muszę wszystko naprawić.
- Starzejesz się, Segera.
Zmarszczył tylko brwi, gdy nastąpiła głucha cisza. Zwyczajnie się rozłączyła, dając mu do zrozumienia, że spierdolił. Kurwa…