Thylane

Thylane uniosła szklankę do ust, spoglądając na zawartość długo zanim wzięła pierwszy łyk. W kuchni panowała ciężka atmosfera, która wyraźnie oddziaływała na dwóch obecnych. Coral, mimo swojego sarkastycznego tonu i dystansu, również wydawał się obciążony powagą sytuacji. Adi śpiąca w pokoju obok była niewinnym źródłem radości i energii, która teraz przycichła na rzecz dorosłych problemów. Odłożyła szklankę na stół i wolnym krokiem podeszła do okna. Widok na ciemność nocy z pewnością nie był wesoły, ale to była dla niej chwila refleksji. Spojrzała na migotliwe światło na parapetach, które przyciągnęło jej uwagę. Bez słowa zasłoniła roletę, unosząc palce nad lampą i kierując ciepłe, złote światło na ścianę.
Na tej ścianie, wraz z czerwonymi nitkami i pinezkami, ukazały się zdjęcia mężczyzn. Wyglądało to jak mapa przestępstwa, a Thylane już była zaangażowana zbyt głęboko, by się wycofać. Te zdjęcia reprezentowały zagadkowe postacie, o których wcześniej mówił Coral. Nieznajomi, którzy mogli być zdrajcami lub sprzymierzeńcami, ich twarze zapisane na papierze, łączone kolorowymi nitkami. Czerwone linie tworzyły niezwykłe kształty, ukazując połączenia między różnymi osobami. Thylane wiedziała, że to była próba zrozumienia intrygującej układanki. Jej myśli krążyły wokół zagadek, które mogły prowadzić do odpowiedzi. Kim są ci ludzie? Dlaczego są tak ważni? Co mają związanego z Adi? Wszystko to było jak zawiła gra logiczna, w której życie małej dziewczynki stanowiło klucz do rozwikłania tajemnicy.
Kiedy Thylane wróciła do stołu, jej spojrzenie spotkało się z tym Coral. Wydawało się, że w tej chwili przekazali sobie wiele bez słów. Ona była gotowa walczyć, odkrywać prawdę i bronić Adi. On, choć skryty, miał w sobie tę samą determinację. Mimo swojego sarkastycznego i nieco złośliwego podejścia, wiedziała, że dzielili wspólny cel. W ciszy, bez potrzeby słów, Thylane podniosła swoją szklankę. Pozwoliła sobie na kolejny łyk, odczuwając ciepło alkoholu w gardle. Była gotowa na to, co miało nadejść. Otworzyła oczy na nową rzeczywistość, pełną zagadek i niebezpieczeństw, w której była gotowa podjąć wyzwanie, by chronić tę małą, tajemniczą istotę, która przyniosła w ich życia coś, czego żaden z nich się nie spodziewał.
- Adi Roguefire mając lat osiem na obecną chwilę… Ta malutka dla nas istota to halfbreed z przewagą czystych genów anioła - nie mogąc wytrzymać napięcia, sięgnęła po papierosy. Po prostu potrzebowała mieć coś między palcami, aby nie siedzieć bezczynnie. - Moi ludzie dorwali jednego z dalekich ludzi profesorka, zadziała się magia - skrzywiła się, pamiętając dzień, gdy dostała wgląd do zdjęć z miejsca dziesiątek zbrodni naukowych. - Ten typek opiekował się na początku dziewczynką, mieli trzymać ją z dala od syfu doświadczeń. Straciła ojca przez badania, gdyż pięć pokoleń wstecz miał domieszkę krwi jednego z rodów szlacheckich. 
- Działacie na własną rękę, huh? - jej towarzysz niedoli wypił całą zawartość na raz, ukrywając swoje skrzywienie. Jakoś mu to zbytnio nie wyszło. - W sumie się nie dziwię…
- Wystarczająco nam zarzuciliście złych słów, dlatego działamy według - przerwała, opierając policzek na dłoni. - Według własnych, wyćwiczonych reguł. 
- Powinniście przynajmniej uchylić nam rąbek tajemnicy, a nie sami działacie. 
- To właśnie pomagierzy naszego zdrajcy próbowali nas śledzić, gdy mała jaszczurka zwiała z nory. Gdybym nie zwiała, moje zwłoki by dokonywały majestatycznego rozkładu.
- Wracając do szeregu, co zrobicie z typem?
- Kilku skoczków rozniosło informacje w półświatku, przynęta zarzucona - spoglądała uważnie w ulatujący dym, jakby szukając natchnienia do dalszego działania. - Matka dziewczynki uciekła jako jedyna z samego laboratorium, zostawiając ją pod opieką dwójki zaufanych ludzi. 
- Halfbreed, hm? 
- Mamy do czynienia z aniołem, wściekłym, chcącym zemsty za krzywdy. Za męża i kochane dziecko, może to nam mocno zaszkodzić. 
Coral nalał sobie więcej whiskey i zerknął na tablicę, którą wcześniej przygotował. Zdjęcia, notatki, mapy - to wszystko tworzyło mozaikę, którą starannie analizował. Był mistrzem w układaniu puzzli, zwłaszcza tych, które wiązały się z przestępczością i tajemnicami. Jego spojrzenie wędrowało po dokumentach, a palce wskazywały i przesuwały pinezki. Wreszcie, po chwili ciszy, podniósł wzrok i spojrzał na Thylane.
- Wszystko się ze sobą łączy -  mruknął, jego ton był poważny i zamyślony. - To wydaje się jak układanka, ale każdy kawałek składa się na całość. Ci ludzie, te wydarzenia, to nie jest przypadkowe.
Thylane kiwnęła głową, zgadzając się z nim. Wspólnie zanurzyli się w myślach, zagłębiając się w skomplikowany układ faktów i informacji. W miarę jak Coral przekazywał swoje odkrycia, ich teorie zaczynały nabierać sensu. Wiedzieli, że są na tropie czegoś ważnego, co mogło się wiązać z przyszłością Adi, ale także z jej przeszłością. Podczas gdy Coral analizował dowody, Thylane zaczęła opowiadać historię dziewczynki. Jak dorastała na odludziu, w zupełnie innych warunkach niż większość ludzi. Jak korzystała z darów natury, by przeżyć i czerpać radość z prostych rzeczy. Opowiadała o tym, jak dziewczynka odkrywała świat wokół siebie, jak nauczyła się przetrwać, a zarazem cieszyć się życiem.
- Była tak niewinna - mówiła Thylane, spoglądając w dal, jakby widziała tam przeszłość Adi. - Ale to, co jej się przytrafiło, to już coś zupełnie innego. Stała się tajemnicą, którą chcą odkryć inni, dla własnych celów.
- Nie wspominała nic o umiejętnościach, jakie może mieć po matce?
- Albo jest za młoda, aby to wiedzieć… Albo dobrze skrywa prawdę o sobie, jest piekielnie inteligentna. 
- Może trzeba znaleźć sposób, aby sprawdzić, jakie skrywa plusy do bycia mniej słabym, hm? - zapytał zamyślony, opierając się o szafkę obok całej wystawki ściennej. 
- Po moich doświadczeniach, wiem, że nie będzie miało to większego sensu. Temat umiejętności jest zawiły, objawia się w najmniej spodziewanym czasie i miejscu - westchnęła cicho, wgniatając papierosa w prymitywną popielnicę zrobioną z nakrętki od słoika. - Mając pierwszy atak użycia mroku, prawie rozwaliłam pół domu i udusiłam znaczącego gościa mojego ojca. 
- Jesteśmy nadal w ciemnej dupie…
- Niekoniecznie… Musisz jutro przejąć obowiązki i kuratelę nad Adi, biorę udział w akcji naszej grupy. 
Gdy Thylane podzieliła się informacją o planowanej niebezpiecznej akcji, Coral nie potrafił ukryć swojego zaniepokojenia. Jego twarz stężała, a spojrzenie stało się poważne i pełne obaw.
- Co?! - wydobył się z niego niekontrolowany wyraz zdziwienia, a jego dłonie odepchnęły się od szafki, na których opierał się chwile wcześniej.
- Wiem, że to ryzykowne, ale musimy coś zrobić - spoglądała z zaciekawieniem, jak Coral zaczął swoje wędrówki ludów. Chodził po całej kuchni, myśląc. - Nauczyłam Adi podstawowych kroków tańca towarzyskiego i już nie piszczy tak mocno.  Pociągnij dalej nauki tańca, ty tutaj jesteś mistrzem wygibasów. 
- Pozabijamy się…  Co gorsza, ja mogę zabić ją. Albo padnę przez boleści bębenków i bólu głowy. 
- Może mnie nie być kilka dni…
- Znowu nadużyjesz tych swoim czarów, huh? Tylko tym razem będziesz pod ostrzałem.
- Nie tym razem - zaczęła, upijając kolejny łyk tej nocy alkoholu. - Nie mogę używać moich zdolności przez najbliższe tygodnie, pozostaje mi broń biała. 

~     *      ~
W cienistej alei pełnej opuszczonych magazynów odbywała się starannie zaplanowana, lecz niezwykle brutalna walka. Thylane, w swoim mrocznym stroju, i Sager, emanujący tajemniczym blaskiem swojej mocy, stanowili niepowtarzalny duet. Gęsta mgła unosząca się między nimi sprawiała, że ich postaci zdawały się niemal nierealne. Napastnicy, wyszkoleni i gotowi do walki, byli jednak zaskoczeni tym, że trafili na tak sprawnie działający zespół. Thylane wykorzystywała swoją doskonałą zręczność, unikając zręcznie ciosów w ostatniej chwili. Jej broń palna wystrzeliwała precyzyjne serie strzałów, trafiając w cel z zadziwiającą celnością. Obezwładniona przez nią grupa napastników wydawała się z każdą chwilą coraz bardziej zdezorientowana.
Sager nie odstawał. Jego magia krwi i nekromancja wprawiały w przerażenie przeciwników. Cienie unosiły się wokół niego, a jego dłonie były pełne pulsującej, mrocznej energii. Wystarczał jeden gest, aby strącić przeciwników na ziemię, a potem oddać im ciosy magiczne, które sprawiały, że ich ciała wibrowały w przerażający sposób. Jeden z napastników próbował się wydostać, lecz Thylane z chłodnym spojrzeniem przymknęła się do niego. Jej ruchy były szybkie i zwinne, zaskakujące wręcz przeciwnika. Choć zakaz używania mrocznych mocy unieruchomił ją w pewnym sensie, nadal była pomocnym wojownikiem.
Napastnik krzyknął, próbując się wydostać spod jej uścisku, ale była zbyt silna. Wtedy Sager znalazł się przy nich, manipulując cieniami i krwią napastnika. Nagle mężczyzna zastygł, a jego ruchy stawały się coraz wolniejsze. Thylane spojrzała na Sagera z wdzięcznością, a ten odpowiedział jej delikatnym uśmiechem, wciąż trzymając kontrolę nad napastnikiem.
- Nawet bez twojej mrocznej mocy nadal jesteś niezwykle efektywna -  wyszeptał Sager, przekazując jej szacunek.
- Jasne… Będę znowu musiała się łatać na brzuchu, huh. 
- Jak przystało na szefa. 
Thylane odpowiedziała mu uśmiechem i skupiła się na napastniku, który teraz już nie miał szansy na ucieczkę. Jego oczy jednak nie były wypełnione bojaźnią o życie, a oddech spokojny. Coś tutaj nie pasowało. Trzymany przez nią mężczyzna zaśmiał się tylko, a jego ciało pod czarnym przebraniem zaczęło świecić. Co do cholery…
- Szefie! - zdążyła tylko usłyszeć nagły krzyk swojego zastępcy, nim potężna siła wywaliła ją w powietrze. Czyjeś cielsko przygniotło ją do podłoża, chroniąc przed bezlitosnym wybuchem. Samobójca?!
"To się skończyło” zdołała tylko pomyśleć,  a jej spojrzenie było bezlitosne.
Gdy walka się skończyła, Thylane i Sager spojrzeli na siebie, wiedząc, że jako duet stanowili niewiarygodnie skuteczną siłę. Ich zdolności się uzupełniały, tworząc harmonijny taniec zniszczenia. Teraz mieli przed sobą pojmanego napastnika, który miał z pewnością odpowiedzieć na wiele pytań. To był tylko kolejny krok w grze, która wciąż trwała, a Thylane i Sager byli gotowi walczyć, by odkryć tajemnice, które ukrywała.
- Segera, dasz radę przywrócić tą ciapę do życia, huh? - zapytała, gdy po dobrym kwadransie zdołała się jakoś pozbierać z betonowej podłogi. 
- Zdążyłem nałożyć klątwę, obudzi się w innym ciele. Torturowanym ówcześnie, zniszczonym, pełnym robaków, niestabilnym ciele… 
- Chcę mieć informacje jak najszybciej, masz pięć dni - nie zwracając na niego uwagi, wyciągnęła swój zniszczony dość mocno telefon. - Dobry wieczór Coral… Nie krzycz na mnie, nie moją winą jest to, że uderzyła tego chłopca, znowu…
- A czyja?! Ty uczyłaś ją podstaw samoobrony, plus przytyła! Karmisz ją słodyczami, huh!
- Idę do pracy, ciężko zarobić na twoje nowe telefony… Też cię UWIELBIAM! - uniosła rękę na pożegnanie do swoich ludzi, którzy zdążyli zmaterializować się w miejscu walk. Udało im się dopaść tylko jednego z sześciu, ale plusem okazały się być zdobyte dokumenty. Powoli światło w tunelu zaczynało się pokazywać, aby rozwiązać sprawę.