Thylane
Thylane siedziała od dłuższego czasu przy stole, spoglądając na zaciemnione ulice za oknem. Na meblu stała butelka alkoholu na bazie ziół, którą przynieśli jako chęć złagodzenia napięcia. Niebo za oknem było już czarne, a gwiazdy migotały na nocnym niebie.W jej umyśle wirujące myśli układały się w mozaikę informacji, jakie podał jej Coral. Było to jak rozgrywanie skomplikowanej partii szachów, gdzie każdy ruch miał swoje konsekwencje, a każda figura mogła być potencjalnym zagrożeniem. Coral nie był szpiegiem, który umiejętnie manewrował pomiędzy mafią a Ruchem Oporu. Wciąż nie mogła pozbyć się myśli o tym, co jej powiedział wcześniej. Odłączenie go od działań przez ten tydzień zdawało się być jasnym sygnałem. To był dla niej cios, który sprawiał, że czuła się zagubiona. Coral był od samego początku jej zaufanym sojusznikiem, prawą ręką, której zawsze mogła zaufać. Nie na darmo jednak wierzyła w niego i oddanie sprawie, jej ludzie mieli wystarczająco czasu, aby obserwować jego osobę i zanieść jej szczegółowe informacje. Jednak nie musiał o tym zbytnio wiedzieć, wystarczająco miał nerwów dookoła. Teraz ta pewność pozostała niezachwiana.
Wiedziała, że powinna zaufać Ruchowi Oporu, że musi się dostosować do zmieniających się okoliczności. Jednak w jej wnętrzu toczy się wewnętrzna bitwa. Miała wrażenie, że traci coś bardzo cennego, kiedy odstawiono Corala na bok. Nie chciała go stracić jako swojego wsparcia, jako osoby, która była z nią od samego początku. Czuła, że teraz nie mogła polegać tylko na swojej instynktownej determinacji. Musiała wykorzystać swoje zdolności przywódcze, swoich ludzi i spryt, aby przejąć inicjatywę. Wiedziała, że decyzje, które teraz podejmie, będą miały wpływ na losy wielu ludzi, w tym Adi, Sagera i jej samej.
- “Żeby się gonili” - zacytowała cicho z uśmiechem na twarzy, tajemniczym. Usiadła dość dostojnie na krześle, tak, jak to miała w zwyczaju, gdy dobijała biznesów i nowych zatargów. - Jakże to typowe słowa dla twojej osoby. - zarzuciła nogę na nogę, palcem wskazującym wybijając tylko sobie znany rytm melodii. - Że też niegdyś podziwiałam tych ludzi…
- Masz to szczęście, że nie musiałam pracować dla nich kilka długich, ciężkich lat… - przewrócił oczami, upijając niewielki łyk alkoholu. Tym razem sprawa była zbyt poważna, by w szybkim tempie naruszyć nieodpowiednie ilości.
- Skoro pięknie ich skwitowałeś… Proponuję współpracę, oczywiście, głowa familii zapłaci sowicie - mówiła powoli i poważnie, ściągając wszystkie maski rozbawienia z twarzy.- Myślę, że czasem warto rozejrzeć się za nowymi możliwościami - nagle Thylane spojrzała na Corala, a jej oczy iskrzyły się lekko, sugerując, że ma w zanadrzu pewną propozycję. - Wiesz, że mamy teraz pewną sprawę do rozwiązania, a nasze zasoby są ograniczone, co do wierności. Co powiesz na tymczasowe działanie razem z moimi ludźmi?
- Czekaj, chcesz, żebym działał z twoje ręki? - zapytał, nie ukrywając zdziwienia. Tego wieczoru widziała więcej odsłon mężczyzny, niż kiedykolwiek. - Ruch Oporu nie jest tu przypadkiem problemem?"
Thylane skinęła głową.
- Tak, masz rację. Ale właśnie dlatego chcę to zrobić tak, aby Ruch Oporu nie wiedział. Tylko przez pewien czas. Wiem, że twoje umiejętności i wiedza są nieocenione w tej sytuacji…
Coral spojrzał na nią zastanawiająco. Przez chwilę wydawał się być głęboko zamyślony.
- To ma sens - przyznał w końcu. - Nie możemy pozwolić, żeby nasza sprawa ucierpiała z powodu wewnętrznych trudności w środowisku popaprańców. Jeśli uważasz, że to pomoże, jestem gotów spróbować.
- Cieszę się, że jesteś otwarty na to. Przez ten czas będziesz razem z nami, jako jeden z nas. Nikt z Ruchu Oporu nie dowie się o twoim udziale w mafii. To nasz mały sekret.
- Toast za nową współpracę, Coral - podniosła naczynie, wznosząc ją w powietrze. - W końcu razem zaczynamy działać w imię szybszych i sprawniejszych działań.
- Toast za nowe wyzwania i dalej zszargane nerwy… - gdy ich szklanki zderzyły się w radosnym dźwięku, Thylane wiedziała, że ta decyzja była właściwa. Wspólnie mogli osiągnąć więcej i rozwiązać sprawę, która przybrała na znaczeniu. A ich sekret, który będą dzielić, tylko dodawał jej smaczku.
~ * ~
Wczesne poranne światło delikatnie oświetlało miasto, kiedy Thylane i Coral opuścili mieszkanie w ciszy. Był to kluczowy moment w ich planie. Tylko Sagera, prawa ręka kobiety, morderca i pewnego rodzaju kat, była w pełni zaznajomiona z tym, co się dzieje. Z tajemniczym uśmiechem, który rzadko opuszczał jego usta, Sagera prowadził sprawnie samochód przez miasto w kierunku luksusowego apartamentu. Gdy dotarli na miejsce, szybko opuścili podziemny parking. Apartament znajdował się na najwyższym piętrze wieżowca, skąd roztaczał się imponujący widok na miasto. Drzwi otworzyły się cicho, wpuszczając ich do eleganckiego wnętrza. Pachniało tam świeżymi kwiatami i luksusem. Coral patrzył się z zaciekawieniem na przestrzeń wokół. To miejsce było zupełnie odmienne od tego, co zazwyczaj znał. Sagera, ubrany ciemny, dobrze skrojony garnitur, idealnie wtapiał się w atmosferę tajemniczości.
Adi ostrożnie została zaniesiona przez nephalema do sypialni, zbyt wczesna pora była dla niej. Wieczne treningi odbyte w ostatnich dniach, spowodowały, że dziewczynka szybciej padała na twarz. Sagera tłumaczył to zbyt małym ciałem dziewczynki, który nie zdołał znieść zbyt dużo manipulacji tak niestabilnymi rzeczami. Thylane czuła się jak u siebie, co powodowało kolejne zdziwienie na twarzy białowłosego, dotąd jedynego towarzysza w tym całym zajściu. Usiadła dostojnie na jednej z drogich kanap, ówcześnie przysuwając do siebie miskę pełną winogron.
- Czuj się jak u siebie, więcej swobody - wskazała na solidny fotel, stojący po drugiej stronie niewielkiego szklanego stolika. - Ten czerwonowłosy świr to Sagera - jak na zawołanie tajemniczy gospodarz wyrósł za sylwetką kobiety, stojąc za nią niczym wierny pies. Przyłożył rękę w miejsce, gdzie powinno być serce i ukłonił się nieznacznie. - Mój najbardziej zaufany człowiek, mózg operacji spartaczonej razem z Ruchem Oporu.
- Nareszcie mamy przyjemność się poznać, trochę usłyszeliśmy na twój temat.
- Co ty nie powiesz, huh… - zniesmaczony ratel usiadł na wskazanym miejscu, bacznie rozglądając się dookoła. Ewidentnie musiał czuć się nieswojo. - Ktoś…
- Na balkonie są tak zwane “ demoniczne bliźniaki” - zrobiła cudzysłów palcami obu dłoni, znowu ciesząc kubki smakowe tak dobrym owocem. - Specjaliści od działania w terenie, aktorzy zdobywający informacje. Najlepsi złodzieje.
- Hm… Idealnie taki opis pasuje do naszego władcy marionetek, wiesz?
- Pardon, odpowiadam za nich i mogę podłożyć za nich swoją rękę do ścięcia - odezwał się nagle garniturowy maniak ideału i miłośnik wszystkiego, co luksusowe i rzadkie. - Gdy akcja trwała, oboje byli na hucznym przyjęciu na drugim końcu kraju.
- Jest jeszcze nas mistrz od jakiejkolwiek broni i muł komputerowy, ale ten ostatni… Nigdy nie wychodzi z nory.
- Słuchaj uważnie, Coral - powiedziała Sagera, jego głos brzmiał spokojnie, ale pewnie. - Ten apartament to jedno z naszych tajnych miejsc spotkań. Tylko nieliczni mają dostęp. Dziś dowiesz się więcej na temat naszych planów i tego, co zamierzamy zrobić w najbliższym czasie.
- Co ty kurna nie powiesz - Coral przytaknął, nie odrywając oczu od pomieszczenia. To miejsce emanowało prestiżem i potęgą. Wiedział, że jest w obecności niezwykłych ludzi i potężnych decydentów.
- Mamy wiele do omówienia
Przez następne godziny Coral słuchał uważnie, gdy Sagera opowiadał mu o planach, które miały na celu zwiększenie wpływu mafii, ochronę swoich ludzi i o tym, jak mogą dalej działać w mieście. Była to rozmowa pełna tajemniczości i polityki, a słowa jego brzmiały jak nuta dawnych legend.
- Coral, mamy nadzieję, że zechcesz być częścią naszego zespołu, przynajmniej tymczasowo. Twoje umiejętności są cenne, a twoja lojalność nie podlega wątpliwości. Chcemy działać razem, przynajmniej dopóki nie uporamy się z tym, co stoi przed nami.
- Masz wyczucie - pierwszy raz od dawna odezwała się Thylane, gdy głośny pisk rozniósł się echem po otwartym pomieszczeniu. Adi. Sagera przeprosił na chwilę, znikając w odmętach metrażowych tego cudu architektury.
Thylane wyjaśniała swoje plany, obmyślane przez ostatnie dni, starając się wytłumaczyć swoje intencje Coralowi. Jednocześnie krzątała się po wielkiej kuchni, robiąc jedno z ulubionych śniadań Adi. Nie zapomniała też o zaproszonym towarzyszu niedoli. Mężczyzna słuchał uważnie, z jednym łokciem opartym na stole i dłonią podtrzymującą jego podbródek. Był zaskoczony i jednocześnie pod wrażeniem skali działalności Thylane i jej grupy. W trakcie rozmowy, nagle w ciszy rozbrzmiał dźwięk wybuchu i pochodzące z oddali wrzaski. Wszyscy natychmiast zamarli, wstrzymując oddechy. Z przyległego pomieszczenia pojawiła się Adi, w ogniu walki z Sagerą, swoim nauczycielem. Była niewątpliwie zdeterminowana i pełna zaangażowania, a jej umiejętności manipulowania czasem i przestrzenią sprawiały, że była nieprzewidywalna i chaotyczna. Sagera, choć o wiele bardziej doświadczony, miał trudności z dostosowaniem się do szybkich zmian i ataków Adi. Thylane i Coral stanęli, przygotowując się na ewentualność interwencji. Ich spojrzenia były zdecydowane i ostrożne. Chociaż Adi była ich zaufaną towarzyszką, to sytuacja była zbyt dynamiczna i niebezpieczna, by pozostawić ją bez nadzoru.
Walka była dynamiczna i widowiskowa. Adi, mimo że była znacznie młodsza i fizycznie słabsza od Sageri, zaskakiwała go swoimi nieprzewidywalnymi atakami. Manipulowała czasem, zmieniając bieg wydarzeń i nierzadko znikając z pola widzenia, by ponownie pojawić się z innej strony. Sagera nie był jednak bezbronny. Wykorzystywał swoją siłę i doświadczenie, by kontratakować i próbować przechwycić inicjatywę. Walka trwała przez kilka minut, wypełniając przestrzeń dźwiękiem walczących i pochodzącym zderzeniem ich mocy. W końcu, po jednym z intensywnych ataków Adi, Sagera zdołał uniknąć uderzenia, a następnie wykonać szybki ruch, obezwładniając ją. Trzymając ją mocno w swoich rękach, a jej ręce przytrzymując od tyłu, przywołał ciszę i spokój wokół nich.
- Skąd tyle agresji?" zapytał Sagera spokojnym głosem, a jego oczy spoglądały w oczy Adi. Dziewczynka wypuściła gwałtowny oddech, a jej ciało opadło wyczerpane.
Szefowa tegoż przybytku nawet nie zareagowała, kładąc na stole ostatnie półmiski z jedzeniem i parujące kubki z kawą i kakao.
- Zostałem zaatakowany z zaskoczenia - powiedział Sagera, uwalniając Adi. Westchnęła, opierając ręce na kolanach. Jej twarz była spoczywająca po intensywnej walce, ale w jej oczach było coś, co sugerowało, że właśnie zdobyła nowy rodzaj pewności siebie.Ale to była dobra lekcja dla nas obu.
- PHI, oszukiwałeś wujaszku! - dziewczynka tupnęła nogą z niezadowolenia. Jednak zaraz się opamiętała, spoglądając na swojego tymczasowego ojca. - Coral!
Mały pasożyt od razu przykleił się do nóg tancerza, który ewidentnie bił się z samym sobą. Thylane mijając go w ostatnim marszu z jedzeniem, uśmiechnęła się pogodnie.
- Witamy w rodzinie!