Thylane
Był skupiony, a jego spojrzenie błądziło po czymś odległym. Wiedziała, że ostatnie dni były dla niego trudne, szczególnie z hałasami, które doprowadziły go do nadwrażliwości słuchu. Mężczyzna odwrócił ku niej wzrok, ale wyglądał na wyjątkowo zmęczonego i rozdrażnionego. Wskazał na swoje uszy, a w jej oczach dostrzegła nowe krwawe ślady.
- Te wrzaski tej bestii dziesiątkują mnie - westchnął zrezygnowany. Thylane zrozumiała, że hałas Adi wpłynął na Corala w sposób, którego nie doświadczył nikt inny. Była pełna współczucia i troski, wiedząc, że jego nadwrażliwe uszy są jego atutem, ale także przekleństwem.
- Nie przejmuj się, zaraz ci pomogę - powiedziała delikatnie, przeciągając swoją dłoń po stole, szukając swojego medycznego zestawu. Wyciągnęła opatrunki, płyn dezynfekujący i inne narzędzia, które były potrzebne do opieki nad uszkodzonymi uszami. Przysunęła się bliżej Coralowi i ostrożnie sięgnęła po jego głowę, aby móc dokładnie obejrzeć ranę. Uniknął jej spojrzenia, wydając się nieco zażenowany całą sytuacją. Jednak wiedział, że musi zatroszczyć się o swoje zdrowie. Plus kobieta zauważyła, jak bardzo nienawidził mieć naruszenia przestrzeni osobistej, czy zwyczajnej bliskości obcych ludzi. Pracowała z wprawą, delikatnie oczyszczając i opatrując rany. Jej ruchy były pewne i skoncentrowane. Była przyzwyczajona do opatrywania ran, ale to była pierwsza taka sytuacja związana z uszami. Zdecydowana, że zrobi wszystko, aby pomóc poszkodowanemu poczuć się lepiej. Gdy zakończyła, podniosła wzrok i spojrzała na niego z uśmiechem. -Powinno być trochę lepiej teraz. Będziesz musiał jednak uważać, aby nie narazić uszu na dalsze uszkodzenia - odpowiedziała, przecierając ręce płynem do desynfekcji. - Użyłam maści z antybiotykiem, zadziała na możliwe zakażenia. Także się szanuj, szeregowy.
Coral wzruszył ramionami, wydając się zaskoczony troską Thylane. Jednak szybko powstrzymał się od jakichkolwiek emocji. Zwyczajnie poszedł po kostki lodu i na nowo zrobił sobie drinka.
- Dzięki… Ale i tak będziesz płacić mi szkodliwe, huh.
- Jutro zafunduje ci kolejny zastrzyk gotówki, tracisz przeze mnie i Adi zbyt dużo własnych funduszy.
- Przecież nie pracujesz od kilku dni… - bacznie obserwował każdy jej ruch, gdy sprzątała medykamenty i odkładała na swoje sterylne miejsca.
- Praca to tylko przykrywka była, gdy zaczynałam tutaj swoje działania. Jak widać, dało to wymierne efekty.
- Głośniej mów! - warknął sfrustrowany, widocznie opatrunki wciśnięte w przewody, spowodowało jeszcze gorsze uszkodzenie cennego aparatu,
- A teraz, kiedy skończyliśmy z opatrunkami, możemy wreszcie odpocząć i wypić coś razem. Szczerze tęskniłam za twoją uszczypliwością, nareszcie nie słyszę ciągłego pierdolenia per “szefie” - usiadła na poprzednim miejscu, unosząc szklankę w stronę mężczyzny. - Wznoszę toast o poprawę humoru dla pana nadąsanego!
- Zabije cię!
- Zbyt bardzo mnie znosisz, abyś się mnie pozbył! - zaśmiała się perliście, stukając się z jego szklanką. Upiła dość duży łyk, krzywiąc się nieznacznie.
Po zakończonej misji, gdy Thylane wróciła do swojego mieszkania, poczuła, jak spada z niej ogromna fala adrenaliny. Stan napięcia i gotowości, którym żyła przez cały czas akcji, powoli ustępował. Była przemęczona, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Chociaż bycie szefem mafii dawało jej pewność siebie i moc, to jednak każda taka operacja pozostawia swoje ślady. Rozsiadła się wygodniej na krześle, wpatrując się w szklankę przed nią. Napełniony był alkoholem, a w miarę jak powoli go popijała, czuła, jak relaks i odprężenie powoli zaczynają ją ogarniać. Jej myśli wciąż krążyły wokół wydarzeń, które miały miejsce, decyzji, które musiała podjąć, i odpowiedzialności za swoich ludzi. Była dumna z tego, że jej ludzie przeprowadzili misję z powodzeniem, ale jednocześnie czuła ciężar tej roli. Znała konsekwencje swoich działań i wiedziała, że każde jej polecenie może wpłynąć na życie wielu ludzi.
- Wracając panie głuchoniemy do poprzedniego pytania… Informację dostanę najszybciej za dwa, trzy dni - skrzywiła się z lekka, czując uścisk w swoich żebrach. - Napastników było sześciu, wielu uciekło, a raczej magicznie zniknęło. Nasz dorwany rozpaćkał się przez atak samobójczy, ale mój człowiek - uśmiechnęła się cwaniacko pod nosem. - Załatwi jego powrót dzisiejszej nocy, gdy niecne moce mają największą wartość.
- Nie jesteś byle płotką, co? - zapytał z uniesioną brwią, prawie rozkładając się na tym stole.
- Przewodzę dość… Hm, niebezpiecznym towarzystwem, za które odpowiadam swoim życiem.
- Nie na darmo masz masochistyczne podejście do życia, ciągle igrając z moimi nerwami.
- Coraz, draniu… - uniosła szklaneczkę na poziom swojego nosa, waląc kostkami lodu po ściankach grubego szkła. - Życie bez ekscytacji było by nudne, muszę igrać na osłodę. Co mi więcej pozostało, hm?
- Zwalczanie niebieskiego koloru skóry, małpo z innej planety.
- Nawet nie zaczynaj - ostrzegła, wskazując znacząco na niego palcem. - Zemstę ci zdałam, zostawiając na kilka dni uzurpatora do pilnowania.
- Dzięki…
- Głośniej mów! - zaczęła się nabijać w dalszym ciągu z obecnego stanu faktycznego mężczyzny.
- Thylane!
- Zlujuz gumę od majtek - zaśmiała się, robiąc unik przed lecącą w jej stronę dłoni mężczyzny. Ewidentnie chciał ją chwycić za fraki, nie tym razem. Zwyczajnie wyciągnęła z szklanki lód, wrzucając kostkę za jego koszulkę. Pamiętała, jak bardzo miał wrażliwe plecy na niewielki dotyk.
- Gha! - skrzywił się, próbując jakoś wydostać to cholerstwo zza materiału. - Zabije cię.
- Chciałbyś… Ustaw się w kolejkę, Monsieur Coral.
~ * ~
Po wielu dniach trudnych poszukiwań, planów i śledztwa, Thylane oraz jej ludzie zdali sobie sprawę, że ich wysiłki w sprawie napastnika przynoszą niewielkie rezultaty. Informacje, które udało się wyciągnąć od niego, były zbyt mgliste i sprzeczne, by stanowić sensowny klucz do rozwiązania zagadki. Jednak nawet w tej frustrującej sytuacji, Thylane i jej ludzie nie zamierzali się poddawać.
Jednak pewnego dnia, wszystko nagle się zmieniło. Napastnik, który był przetrzymywany w ciele kontrolowanym przez Sagere, nagle stracił życie w tajemniczych okolicznościach. Dusza samobójcy została przeniesiona do ciała zapasowego, ale to samo ciało zaczęło działać w sposób niestabilny. Zastępcy Thylane, pełniącemu teraz kontrolę nad napastnikiem, nie udało się zapanować nad sytuacją. W wyniku chaosu i walki wewnętrznej, ciało zostało zniszczone, a dusza napastnika zaginęła. Thylane była zdezorientowana i zaniepokojona, nie mogąc znaleźć wyjaśnienia tego, co się stało. Nie była w stanie skontaktować się z Coralem, gdyż ten zniknął na jakiś czas, a ich komunikacja była utrudniona przez działalność jego organizacji. To wszystko sprawiło, że Thylane czuła się osamotniona i przerażona, nie wiedząc, kto lub co było za tą tajemniczą śmiercią napastnika.
W międzyczasie, Thylane kontynuowała swoje działania, starając się łączyć kawałki zagadki i szukać śladów, które mogłyby doprowadzić ich do spiskowców i ich motywów. Z każdym kolejnym dniem robiła postępy, ale tajemnice i niewiadome, które ją otaczały, sprawiały, że czuła się coraz bardziej narażona na niebezpieczeństwo. Do czasu…
Adi bawiła się na placu zabaw w parku. Jej energiczne śmiechy i radosne wrzaski wprawiały w dobry nastrój zarówno Thylane, jak i innych obecnych na miejscu. Kobieta obserwowała dziewczynkę z uśmiechem, ciesząc się widokiem, jak integrowała się z rówieśnikami. W pewnym momencie złapała piłkę, a jedno z innych dzieci ruszyło za nią, próbując ją osiągnąć. Wzrok Thylane na chwilę odwrócił się od Adi, a wtedy nagle poczuła intensywny wiatr przecinający powietrze i delikatne wibracje wokół niej. Zanim zdążyła zareagować, coś niecodziennego stało się z czasem i przestrzenią.
Odwróciła się w stronę Adi i dzieci, a tam ujrzała zdumiewający widok. Czas zwolnił, jakby przeszedł do innego rytmu. Dzieci były skamieniałe w swoich ruchach, unosząc się na powietrzu, jak w zamrożonej chwili. Rośliny zdawały się drgać w miejscu, a ptaki zawisły w powietrzu, niczym ozdobne figurki. Przestrzeń wokół Thylane również zmieniła się. Wiatr utknął w miejscu, a odgłosy zniknęły, pozostawiając ją w dziwnie ciszy. Kobieta była oszołomiona, próbując zrozumieć, co się dzieje. Wzrok Adi skierował się na opiekunkę, a w jej oczach można było dostrzec skupienie i determinację. Nagle, w mgnieniu oka, cała sytuacja wróciła do normalności. Dzieci bawiły się dalej, wiatr znów ruszył, a dźwięki powróciły. Thylane poczuła, jakby wiatr uderzył ją w twarz, a moment później zrozumiała, że została lekko potrącona przez jedno z wirujących na powietrzu dzieci. Adi podeszła, wydając się niewzruszona, ale jej oczy iskrzyły ekscytacją.
- Widziałaś to, Thylane? Czy widziałaś, co zrobiłam? - Thylane zdziwiła się zarówno potrąceniem, jak i tą niezwykłą chwilą. Ludzie zaczęli być zdezorientowani, rozglądając się dookoła. Właśnie mieli dość znaczący problem…
Thylane poczuła delikatny ból tam, gdzie Adi ją potrąciła. Choć zraniona, była pełna podziwu i dumy dla dziewczynki. Kiwnęła głową, zdając sobie sprawę z wagi tego, co odkryła. Dziewczynka zrozumiała, że jej zdolności mogą być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem, i że potrzebuje wsparcia i nauki, by nauczyć się nimi zarządzać. Thylane wiedziała, że to początek fascynującej podróży dla Adi, która odkrywała swoje możliwości w niezwykłym świecie mocy i nadprzyrodzonych zdolności.